Aktualności

Majowy pech

piątek, 2010-06-18
Majowy pech

         Takiego maja, w mojej dotychczasowej karierze sportowej, jeszcze nie przeżyłem. Ciągłe opady deszczu nie pozwalały nam dostatecznie dobrze przygotować się do zawodów. Każdy trening odbywał się w bardzo ciężkich warunkach, większość czasu spędziliśmy na piaskowni w Rokitnie. Nie byliśmy z tego zbytnio zadowoleni, ponieważ tory, na których miały rozgrywać się najbliższe zawody należały do twardych, trening na piasku nie dawał, więc możliwości w pełni przygotować się do najbliższych startów. W okolicy nie mamy za dużo torów, to na dodatek wszystkie podczas deszczowej pogody bywają zalane.
      Prawdziwy pech zaczął nas prześladować od wyjazdu na Mistrzostwa Europy w Hiszpanii. Od tego roku zawody tej rangi odbywają się razem z Mistrzostwami Świata poziom jest więc dużo wyższy niż w latach poprzednich. Choć niewiele zabrakło, nie udało mi się zakwalifikować do rozgrywek Mistrzostw Europy. Sądzę jednak, że udział w zawodach takiej rangi  był bardzo dobrym treningiem. Miałem okazję pościgać się z bardzo dobrymi juniorami i popatrzeć na najlepszych seniorów.
      W drodze powrotnej do Polski, jakieś 700 kilometrów od Lublina, w naszym samochodzie doszło do awarii, zepsuła się skrzynia biegów. Wysypały się dwa najwyższe biegi przez, co maksymalna prędkość z jaką mogliśmy jechać, zmniejszyła się do 80 km/h. Po powrocie do Lublina samochód został przetransportowany do warsztatu w Rzeszowie. Naprawa miała potrwać koło tygodnia, więc nie mieliśmy czym jechać na najbliższe zawody Mistrzostw Polski do Radomia. Na szczęście udało się znaleźć zastępczego busa. W sobotę 22.05 koło 5 rano wyjechaliśmy na zawody. Trochę zmęczony, lecz w dobrym nastroju, jechałem walczyć o jak najlepsze miejsca. Wiedziałem, że nie będą to łatwe zawody, głównie z powodu deszczowej aury. Byliśmy pewni, że wyścigi odbędą się na torze pełnym błota. Po dotarciu na miejsce okazało się, że się nie myliśmy. Trasa była bardzo mokra a w niektórych miejscach wręcz zalana. O godzinie 9.20 zaczął się nasz trening dowolny. Już na pierwszym kole groźny upadek zaliczył mój brat i został odwieziony do szpitala. Wywołało do dodatkowy stres. Jednak wbrew obawom jechało mi się dobrze, dość łatwo radziłem sobie z trudnymi warunkami i wykręciłem drugi czas. Bardzo zmotywowany czekałem na czasówkę. Trwało to dość długo, ponieważ organizator mocno się starał polepszyć nam warunki do jazdy.
        W między czasie Bartek zdążył wrócić już ze szpitala. Na szczęście nic poważnego się nie stało, skończyło się na potłuczeniach. Niestety już nie wystartował. Po ponad godzinnym opóźnieniu wyruszyliśmy na trening kwalifikacyjny. Nie poszło mi już jednak tak dobrze jak na treningu dowolnym, ale z czwartego czasu mogłem być zadowolony. Wiedziałem, że jak nie popełnię zbyt wielu błędów to będzie dobrze. Niestety nie wyszło do końca tak jak zakładałem. Ze startu wyszedłem na 3 pozycji. Ścigając się z 2 zawodnikiem wywróciłem się. Powtórzyłem to później jeszcze 3 razy. Przy ostatnim upadku zostałem potrącony przez innego zawodnika, ze wstrząsem mózgu i utratą przytomności zostałem odwieziony do szpitala. Po kilku badaniach, na własne żądanie opuściłem szpital. Po powrocie do domu myślałem o kilku dniach odpoczynku. Jednak moje samopoczucie było na tyle dobre, że mogłem bez problemu trenować. W środę 26.05 pojechaliśmy na trening do Łęcznej. Po krótkiej rozgrzewce na motocyklu, zaczęliśmy jeździć po jednym okrążeniu na czas. W ostatnim wyjeździe chcąc zrobić jak najlepszy czas, przewróciłem się bardzo niefortunnie. Strasznie bolała mnie ręka i dość mocno spuchła. Pojechałem do szpitala. Okazało się to, czego się bałem się najbardziej – złamanie ręki w 3 miejscach.
      Teraz jestem już po operacji i czekam na pełen zrost, by rozpocząć treningi. Według prognozy lekarzy będę miał około 3 miesięcy przerwy, więc ten sezon mam już z głowy, lecz jest to dla mnie jeszcze większa motywacja do walki w przyszłym roku.

 

 

 

powrót

Sponsorzy

Newsletter

Odtwarzacz


Serwis ZawodyMX.pl